e-mail: info@xlm.pl
Login:
Hasło:

Zarejestruj sięZapomniałem hasła

KOSZYK

info@xlm.pl

ul. Łopuszańska 32, Warszawa

 
 
[[name]]
Towar został dodany do koszyka.
GEORGES BERNANOS

Pod słońcem szatana

Oprawa: broszurowa | Wysyłamy w: 1 dzień roboczy
Wydawnictwo: Fronda

cena:29,90zł
cena detaliczna: 39,90zł

+ Do schowka

Przez chwilę stali tak naprzeciw siebie. Złudzenie było zbyt nieuchwytne, by ksiądz Donissan mógł naprawdę odczuć przerażenie. Bez względu na wysiłki, jakie czynił, nie był w stanie całkowicie odróżnić się od swojego sobowtóra, a przecież zachował połowiczne poczucie własnej jedności, jednolitości. Nie, to nie było przerażenie, ale lękliwa trwoga, zupełnie wyjątkowa, tak dojmująca, że zamysł zwrócenia się do tej podobizny jak gdyby do wroga, który przybrał jego własną postać, wydał mu się prawie niedorzeczny. A jednak się odważył. - Idź precz, szatanie! - rzucił przez zaciśnięte zęby...
Lecz słowa uwięzły mu w gardle, a ręka, którą zwrócił przeciw samemu sobie, jeszcze drżała. Niemniej chwycił to ramię, wyczuł jego siłę, nie konając z przerażenia, jął ściskać je, aby zmiażdżyć, gniotąc palcami z nagłą zaciekłością. Miał przed sobą swoją własną twarz, własny wzrok, na policzku czuł własny oddech, własne ciepło pod ręką... Potem wszystko zniknęło.
Fragment Pod słońcem szatana.

Recenzje

Napisz własną recenzję napisz recenzję

Dodaj recenzję

Ocena:
Twoje imię i nazwisko:
Twoja recenzja:
i co jeszcze?
gwizadka

okladki wciaz macie beznadziejne i do tego ten skan wielkosci znaczka pocztowego. co to w ogole jest?

Pełny opis książki

Oprawa: broszurowa | Ilość stron: 400 | Wydawnictwo: Fronda | Rok wydania: 2011 | Wymiary: 14 x 22,5 cm | EAN: 9788362268061

Przez chwilę stali tak naprzeciw siebie. Złudzenie było zbyt nieuchwytne, by ksiądz Donissan mógł naprawdę odczuć przerażenie. Bez względu na wysiłki, jakie czynił, nie był w stanie całkowicie odróżnić się od swojego sobowtóra, a przecież zachował połowiczne poczucie własnej jedności, jednolitości. Nie, to nie było przerażenie, ale lękliwa trwoga, zupełnie wyjątkowa, tak dojmująca, że zamysł zwrócenia się do tej podobizny jak gdyby do wroga, który przybrał jego własną postać, wydał mu się prawie niedorzeczny. A jednak się odważył. - Idź precz, szatanie! - rzucił przez zaciśnięte zęby...
Lecz słowa uwięzły mu w gardle, a ręka, którą zwrócił przeciw samemu sobie, jeszcze drżała. Niemniej chwycił to ramię, wyczuł jego siłę, nie konając z przerażenia, jął ściskać je, aby zmiażdżyć, gniotąc palcami z nagłą zaciekłością. Miał przed sobą swoją własną twarz, własny wzrok, na policzku czuł własny oddech, własne ciepło pod ręką... Potem wszystko zniknęło.
Fragment Pod słońcem szatana.

 
 

Copyright © 2011 XLM